Bóg ma miłosierdzie nad nami idiotami

Przypowieść o winnicy

Często denerwuje nas i oburza fakt, że ktoś, kto całe swoje życie spędził na grzesznym i hulaszczym życiu, nawraca się na „łożu śmierci” otwiera sobie drogę do zbawienia. „Ja tu się trudzę i staram od młodości żyć po chrześcijańsku – z różnym skutkiem co prawda, ale jednak – nawracam się, chodzę do spowiedzi, co niedzielę do kościoła na Mszę, do Komunii, a ten łotr i łajdak całe swoje nędzne życie sprzeniewierzył i zmarnował i teraz, kiedy ma zdechnąć, nawraca się…? I że ja mam z nim być kiedyś w niebie…?!”. Tak! Powiem mocniej. Prędzej on się tam znajdzie niż ty, gdybyś teraz miał umrzeć! Takie myślenie przypomina mi dwie postawy, które spotykamy na karatach Ewangelii w przypowieściach Jezusa. Pierwszą słyszymy dziś: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Drugą dostrzegamy w przypowieści o synu marnotrawnym: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę” (Łk 15,29n.).

Pojawia się w nas postawa zazdrości wobec tego, że ten człowiek żył jak chciał, robił co chciał, grzeszył do woli i nie liczył się ani z Bogiem ani z ludźmi. Zamiast cieszyć się, że Pasterz odnalazł swoją zaginioną owcę – zazdrościmy. Zamiast śpiewać z radości – gniewamy się i oburzamy. Zamiast postawy miłosierdzia – wypominamy i nienawidzimy. W tym nie ma Boga, w tym nie ma nic z chrześcijaństwa. Jest tylko nasz grzech, który – zachęcony – domaga się większej przestrzeni w naszym życiu. Zazdrościmy drugiemu grzesznego życia, a tym czasem nie mamy bladego pojęcia za czym wodzi wzrok naszego pożądania. Guzik wiemy o tym, co przez ten czas przeżywał ów "syn marnotrawny", z czym się zmagał. Zazdrościmy grzesznego i „wolnego” od ograniczeń życia tak, jakby było ono jakąś nadrzędną wartością. Tak naprawdę umyka nam fakt, że taki człowiek po prostu cały ten czas swojego życia po prostu zmarnował. Odzyskał je dopiero w momencie, gdy usłyszał słowa: „Ja odpuszczam tobie grzechy!” – na łożu śmierci.

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi”. Przede wszystkim w miłości góruje Bóg nad nami. I cieszy mnie fakt, że Pan Bóg ma miłosierdzie nad takimi idiotami jak my i nawraca powoli, po swojemu, w swoim czasie… My mamy w tym procesie tylko i aż współuczestniczyć, współpracować z Nim. I sam fakt możliwości takiej współpracy jest ogromną łaską dla nas. W momencie kiedy jesteśmy gotowi potępić, On zawsze jest gotowy wybaczyć. Żyjmy tak, by Chrystus był uwielbiony w naszych ciałach: czy to przez życie, czy przez śmierć. Sprawujmy się w sposób godny Ewangelii – woła św. Paweł. A te nasze szemrania i zazdrości Chrystus ucina i ripostuje stanowczo, z chirurgiczną precyzją: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.