Bóg na siłę nikogo do nieba pchać nie będzie

rzeczy ostateczneDzisiejsza liturgia słowa: Iz 65,17-21; J 4,43-54

Jakaż wiara musiała być w tym urzędniku królewskim, skoro uwierzył słowu Jezusa. A przecież to uzdrowienie dokonało się na odległość. Ta sytuacja jak i inne cudowne uzdrowienia jakich dokonał Jezus, pokazują mi, że są w życiu człowieka momenty, kiedy musi błagać Boga, by przyszedł i wyciągnął mnie z bagna, w którym ugrzązłem. Ale są także momenty, gdy to ja powinienem się pofatygować (jak ten ojciec) do Chrystusa i paść Mu do nóg z błaganiem o litość. Zatem pojawia się tutaj pytanie o moją wiarę, o wiarę w rzeczy przyszłe obiecane nam przez Boga, zapowiedziane przez Niego (urzędnik nie wiedział, czy słowo Jezusa uzdrowiło jego syna, jednak uwierzył i poszedł do domu).

Czy wierzę w Paruzję, czyli powtórne przyjście Chrystusa (notabene w dzisiejszym świecie wiara w Paruzję okazuje się kluczowa, ale o tym innym razem)? Czy wierzę w związany z tym sąd ostateczny? Czy wierzę w sąd jaki dokona się nade mną po mojej śmierci? Czy wierzę w niebo, czyściec i piekło (nie wyłączając żadnego z nich)? Czy mam świadomość, że Bóg nikogo na siłę do życia wiecznego pchać nie będzie…? W końcu, czy wierzę w przygotowany dla mnie raj, jako łaskę wysłużoną przez Ofiarę Chrystusa i nagrodę za dobre życie, którego wizję roztacza dziś w pierwszy czytaniu prorok Izajasz? Czy wierzę w zmartwychwstanie?