Bóg z nami! A czy my z Bogiem?

Zewsząd napływają do nas życzenia świąteczne. Życzymy sobie dużo zdrowia, bo ono jest najważniejsze (nie prawda, nie jest!), sukcesów zawodowych i osobistych, zachwytu nad magią świąt (a przecież w magię nie wierzymy, prawda?), uśmiechu na twarzy, pieniędzy i awansów, radości, szczęścia, by to życie było jak najprostsze, lekkie i bezproblemowe, sami przecież nie wierząc w to. Zbyt dobrze wiemy, że nigdy tak nie będzie.

Życzymy sobie wiele z okazji Świąt Bożego Narodzenia, lecz w życiu ilu z nas, wydarza się niewiele albo zgoła nic, co przynależy do istoty tych wyjątkowych dni? Już kilka razy słyszałem, że Święta dziś, to nie to, co kiedyś. Nie ma śniegu, mrozu, jest szaro i ponuro, brakuje skrzypiącego białego puchu pod nogami w drodze na Pasterkę, a i kolędy już nie cieszą. Wciąż liczymy na magię świąt (będącą po części po prostu wypadkową klimatu, w którym żyjemy, a który podlega zmianom), zapominając, że tylko od nas zależy, jakie te Święta będą.

Świętujemy narodzenie Boga, który podobnie jak dziecko jest owocem miłości dwojga, tak i to Dziecię jest owocem miłości Przedwiecznego do człowieka. Dlaczego więc nie życzymy sobie, byśmy trwali przy Bogu, tak jak On trwa przy nas… aż po krzyż. Dlaczego boimy się dziecka? Dlaczego to konkretne Dziecko, bywa, że napełnia nas wstydem? Ilu z nas będzie składać życzenia, łamać się chlebem, zasiądzie do wspólnego stołu i pójdzie na Pasterkę (lub nie), bo taki jest zwyczaj? Czyżbyśmy bali się miłości? Skąd w nas w ostatnich miesiącach i latach tyle zawziętości i jadu, niezdolności do rozmowy i dialogu, uporu w trwaniu przy swoim, egoizmu i braku empatii? Jak wygląda to nasze życie społeczne i polityczne? Jesteśmy podzieleni, a przez to zamknięci na drugiego człowieka. Ale czy w Izraelu 2000 lat temu było lepiej? Właśnie w ten nasz (choć przecież Jego) świat wszedł Bóg. W tym grajdołku, śmietnisku idei i królestwie pożądliwości narodziło się Dziecko. Dlaczego właśnie dziecko? Bo nie ma jaśniejszego i wyraźniejszego znaku dla człowieka, doskonale wyjaśniającego czym jest miłość, i jaka jest jedyna i najważniejsza idea, którą powinni kierować się ludzie. Dziecko domaga się uwagi, poświęcenia czasu, porzucenia własnych chorych czy wyolbrzymionych ambicji, podporządkowania, oddania siebie na służbę, oddania własnego życia. To dlatego boimy się dziecka, to dlatego boimy się tego konkretnego Dziecka, boimy się miłości. Boimy się o pokój na świecie, w naszym kraju, rodzinnym domu. Często dotkliwie odczuwamy brak pokoju w swoim sercu. Zapominamy przy tym, że nie politycy i ich dyplomacja, nie dziennikarze i ich media, nie magnaci i ich pieniądze, nie biskupi, nie papież, nie Kościół lecz tylko Bóg jest gwarantem pokoju. A Bóg jest miłością. To co ukryte w sercach ludzi, będzie głoszone na dachach. Jeśli brak jest pokoju w naszych sercach, to nie możemy liczyć na to, że pokój będzie w rodzinie, narodzie, czy na świecie.

Teraz ja złożę życzenia sobie i Wam.

Boże Narodzenie było w historii raz i już nigdy więcej się nie powtórzy. Teraz czas na nas. Trwajmy przy Bogu, bo On trwa przy nas. Niech te Święta będą dla nas nie tylko radością oraz okazją do rodzinnych spotkań i obdarowywania prezentami lecz staną się darem autentycznej miłości. Niech zatem będą to także trudne Święta, w czasie których wyciągniemy pierwsi rękę do winowajcy (poniżając własną dumę, bo tylko ona ucierpi, a – kto wie – może odzyskamy człowieka); gdy poprosimy o przebaczenie, tych których skrzywdziliśmy (nawet jeśli nie są nam wyrzutem sumienia); kiedy ojcu lub matce walczącym z nałogiem alkoholowym, którzy przez cały rok prężą się i silą, by nie upaść, którzy są pod stałą kontrolą nieufnych spojrzeń im najbliższych, powiemy wreszcie z miłością: „Mamo/Tato, dziękuję Ci. Dziękuję, że walczysz. Widzę jak bardzo się starasz i jak Ci zależy. Jestem z Ciebie tak bardzo domny/a. Kocham Cię!”; kiedy nikogo nie osądzimy w swoich myślach i słowach; kiedy odwiedzimy na dłużej rodziców zostawionych w domu starców, a potrzebującemu podamy pomocną dłoń. Niech to będą w końcu Święta, w czasie których wybaczymy sobie wszystko, co ciąży na naszej przeszłości nie pozwalając nam odnaleźć wewnętrznego pokoju. Bo jak mamy zająć się i zaopiekować tym małym Dzieckiem, jeśli nie potrafimy zająć się i uporządkować samych siebie?

Odwagi!