Być dzieckiem czy psem…?

Być psem czy dzieckiem

Ilu z nas jest jak ta kananejska kobieta z dzisiejszej Ewangelii? Wiedziemy życie psa: zjeść, spać, kopulować, zero odpowiedzialności i zobowiązań. A nawet jeśli na co dzień prowadzimy się całkiem przyzwoicie, to w kwestii wiary oraz wierności Bogu i Kościołowi łatwo potrafimy zrezygnować, by odnieść jakieś przyziemne, doczesne korzyści. Jak Kananejczycy zamiast składać ofiarę Bogu prawdziwemu uprawiamy kult zwierząt. Owszem, jest tak, że to rany zadane nam przez członków i sługi Kościoła oddalają nas od Niego i od Boga. Jednak dziś świat, który nas otacza domaga się tego od nas, i jakże często się temu poddajemy. Powrót do pełni wiary nie jest prosty. Wymaga upokorzenia siebie, własnej dumy, domaga się pokory i przyjęcia prawdy o sobie: żyłem jak pies…

Oto początek drogi do odnalezienia w sobie dziecięctwa, tego że jest się synem/córką samego Króla Wszechświata. To jest droga Bożego gwałtownika!