Chrystusowe „zaraz” sieje niepewność

Jezus Chrystus Najwyższy i Wieczny KapłanDziesiejsza liturgia słowa: Syr 4,11-19; Mk 9,38-40

Apostoł Jan opowiada o tym jak zabraniali komuś, kto nie chodzi z nimi, wyrzucać złe duchy w imię Jezusa. Sam Zbawiciel odpowiada na to: "Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami".

Nie bez powodu podkreśliłem ten fragment wypowiedzi Jezusa. To Chrystusowe "zaraz" jest bardzo znamienne i istotne. Pomimo dalszej wypowiedzi pozostawia jakąś niepewność, niejasność. Dlaczego? Bo człowiek taki czyni to poza wspólnotą Kościoła, bo "nie chodzi z nami", dlatego dużo bardziej jest narażony na niebezpieczeństwo błędu. I to jest właśnie owo "zaraz". Stąd niezwykle istotne jest bycie w Kościele, z Kościołem i przez Kościół (tzn. w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa). Bardzo ważne jest wsłuchiwanie się w głos Kościoła, który posada moc samego Chrystusa, w którym jest Chrystus, który jest Jego Mistycznym Ciałem. Ale samo bycie i wsłuchiwanie się nie wystarczy. Podporządkowanie swojego życia ewangelicznej wykładni wiary, którą daje Kościół dopełnia i realizuje to, co nazywamy wspólnotą miłości – Kościołem Chrystusowym.

Warto zastanowić się nad tym. Na ile jestem posłuszny Kościołowi, czy Go słucham, jak Go słucham, czy wierzę, że przez Kościół przemawia Chrystus, mało tego, że jest On w Kościele obecny nieustannie? Jeżeli natomiast probujesz mieć własną wizję Kościoła, to faktycznie nie będzie mógł zaraz źle mówić o Chrystusie…

Skoro już przy Kościele jesteśmy to na koniec pozwolę sobie zacytować dwie osoby, których słowa bardzo mnie poruszyły. Pierwszą będzie Paweł Milcarek, który cytując (nieznanego mi) Opata napisał na facebooku: "Trzeba bardzo kochać Kościół – nie taki jakim chcielibyśmy, żeby był; lecz taki, jaki teraz daje nam Jezus'. I na dodatek: żeby ta miłość nie sprowadzała się do bycia po linii i na bazie. Musi boleć – lecz niech boli nas, a nie stojących obok".

Na co odpowiedział x. Andrzej Draguła: "Myślę, że to analogiczne do miłości międzyludzkiej. Kochać trzeba realnego człowieka, a nie nasz oczekiwany, wyobrażony kształt człowieka. Miłość wszakże nie wyklucza troski o zmianę".