Czy faktycznie nosisz w sobie znak sprzeciwu?

Kościół - znak sprzeciwuDzisiejsza liturgia słowa: Ml 3,1-4  albo  Hbr 2,14-18; Łk 2,22-40

"Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2, 34). Dlaczego o tym konkretnym wycinku z dzisiejszej Ewangelii chcę mówić? Mam wrażenie, że my chrześcijanie, albo raczej trzeba powiedzieć, katolicy, nie mamy bladego pojęcia, co to tak naprawdę dla nas znaczy. Znamy historię życia ziemskiego Jezusa Chrystusa, wiemy, że to proroctwo Symeona wypełniło się co do joty. Jednakże Pan powiedział do swoich uczniów: "Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli mnie prześladowali, to i was prześladować będą. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać" (J 15,20). Skoro Jezus był Tym, na znak którego sprzeciwiać się będą, to i my także jesteśmy tymi, którym będą się sprzeciwiać z powodu Jego znaku, jaki w sobie nosimy. I widzimy to niemal każdego dnia w internecie, w mediach czy rozmowach prowadzonych na ulicach. Motywy są różne. Jednak pamiętać trzeba, że skoro mogą sprzeciwiać się nam – i faktycznie to robią – tzn. Kościołowi, czyli Temu, którego znak nosimy i którego głosimy, wynika, że stoimy w opozycji do nich, że sami się sprzeciwiamy i że mamy do tego święte prawo i obowiązek. Bo taka jest natura znaku Chrystusa, który w sobie nosimy. Jest to kluczowe, chociażby w kontekście trwających dyskusji o związkach partnerskich (odsyłam tu do felietonu Łukasza Warzechy pt. "Związki partnerskie to chytry podstęp", którego autor demaskuje prawdziwe motywy tego typu działań).

Bycie znakiem sprzeciwu to zmaganie, czasem cierpienie. Dlatego być chrześcijaninem – uczniem Chrystusa, znaczy przestać się bać, przestać tchórzyć i zacząć świadczyć swoim codziennym życiem. Jak to zrobić? Trzeba spełnić dwa warunki, o których mówi dzisiejsza liturgia słowa. Po pierwsze trzeba przyjść, a raczej dać się w nieść, wprowadzić do Świątyni Boga, którą jest Kościół, będący wspólnotą, w której obecny jest Chrystus. Po drugie trzeba zaufać i oddać się Chrystusowi. Bo tylko z Jego pomocą można świadczyć prawdziwie, gdyż On najlepiej rozumie, co to znaczy być znakiem sprzeciwu i ten sprzeciw znosić, mało tego, wziąć go na plecy i przybić ze sobą do Krzyża. Bo jak mówi dziś List do Hebrajczyków: "Przez to bowiem, co sam wycierpiał poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podlegają" (Hbr 2,18).