Czy moja wiara potrafi czynić cuda?

wyrzucali duchyTak do dzisiejszej Ewangelii: Mk 2,1-12

Wiele się w dzisiejszej Ewangelii dzieje. Chciałbym zaznaczyć tylko dwa elementy:

 

  1. Jezus uzdrawia na podstawie wiary czterech osób, które z pełną determinacją opuściły paralityka przed Jego oblicze przez dziurę zrobioną w dachu.
  2. Pytanie Jezusa, co łatwiej powiedzieć takiemu człowiekowi. Wydaje się, że patrząc czysto po ludzku, łatwiej jest paralitykowi powiedzieć "odpuszczają ci się twoje grzechy" niż "wstań, weź swoje łoże i chodź". Dlaczego? Ponieważ podświadomie mamy zakodowane, że skoro jest sparaliżowany i nie chodzi, to znaczy, że chodzić nie będzie, i mówienie takiemu człowiekowi "wstań, weź łoże i chodź" jest co najmniej niesmaczne i może być odebrane jako kpina z chorego. Natomiast słowa "odpuszczają ci się twoje grzechy" powiedziane do paralityka, nie łudźmy się, raczej nie mają dla nas większego znaczenia ale i moralnych konsekwencji. Co najwyżej zostalibyśmy uznani przez niego za nawiedzonych wariatów.

W całej perykopie rysuje się ogromny kontrast między wiarą tych czterech odważnych, a brakiem wiary, wręcz nawet jakimś zamknięciem w sobie uczonych w Piśmie. Wydaje się, że można dostrzec tu odpowiedź na pytanie: dlaczego dziś nie dzieją się takie cuda, jak w pierwotnym Kościele, w czasach apostolskich i późniejszych? Pytanie całkiem zasadne. Odpowiedź, że te cuda się dzieją, tylko są innego typu, że one dzieją się codziennie w naszym życiu ale są małe i często ich nie dostrzegamy, jest prawdą, ale nie całą prawdą. Przecież sam Jezus, w tej samej, markowej Ewangelii, po swoim zmartwychwstaniu daje Apostołom ostatni nakaz, nakaz misyjny słowami:

"Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Ty zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie" (Mk 16,15-18).

Więc gdzie są te niezwykłości…? Owszem i one się dzieją… Chrystus wskazuje na pewien warunek, który trzeba spełnić. Potrzebna jest wiara. Z relacji Marka wiemy, że wierzyła wspólnota, ci czterej sprawiedliwi. Nic nie możemy powiedzieć o postawie samego zainteresowanego, spuszczonego z dachu w samo centrum uwagi. Jezus leczy na podstawie wiary wspólnoty, pomimo braku wiary pasterzy, uczonych w Piśmie. A dziś? I kapłani nie wierzą, i wspólnota nie wierzy. Oczywiście przesadzam, jednak celowo. Wydaje się to jednak problemem Kościoła od samego początku. Zawsze bardziej wierzył lud a czasem bardziej kapłan, i tak jakoś jeden drugiego ciągnął do Chrystusa. Tymczasem sam Jezus, jako Najwyższy Kapłan swoją postawą pokazuje, co się dzieje, gdy spotka się niezachwiana, odważna wiara ludu z taką samą wiarą pasterza: "On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich". Tak właśnie spełnia się obietnica dana Apostołom w rozdziale szesnastym tejże Ewangelii.

I to jest konkretne zadanie na Rok Wiary. Mam świadomość, że mnie samemu tej wiary brakuje. Myślę, że wielu z nas też. Dlatego trafna okazuje się prośba:

"Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24).