Droga pośród popiołów (cz. 2) – stary i nowy Adam

Wiemy już jakie były dwa najważniejsze ogrody w dziejach zbawienia. Przeszliśmy pomiędzy nimi drogą usypaną z popiołów ludzkich win. Zobaczyliśmy jakie są między nimi podobieństwa oraz różnice. Czas zatem spojrzeć na Adama (w domyśle także Ewę) w ogrodzie Eden oraz na Chrystusa, nowego Adama, w ogrodzie Oliwnym.

O Chrystusie mówi się, że jest drugim Adamem, nowym Adamem, ponieważ pomiędzy Nim, a pierwszym rodzicem są liczne podobieństwa, na które zwrócił już uwagę św. Paweł Apostoł w swoich listach. Warto na początek przyjrzeć się temu, co zostawił nam ten „poroniony płód” – jak sam siebie określa (por. 1 Kor 15,8).

W Liście do Rzymian św. Paweł zestawia ze sobą pierwszego człowieka – Adama, z Chrystusem mówiąc o nich: „Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rz 5,19). Natomiast w pierwszym Liście do Koryntian Apostoł Narodów dopowie: „Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni (…) Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym” (1 Kor 15,21n.45).

Czym jednak motywowane jest to porównanie? Dlaczego Adam z Chrystusem? Gdzie i w czym tkwi tak naprawdę najgłębszy korzeń Pawłowego zestawienia tych dwóch osób? Jak to rozumieć? Aby odpowiedzieć na te pytania, należy sięgnąć do podstaw teologii i tego czego Kościół naucza od wieków i co jest tak naprawdę prostą i logiczną konsekwencją tego, w co wierzymy.

Grzech pierwszych rodziców, to nie tylko przekroczenie Bożego nakazu, by nie jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła. Każdy grzech to rana zadana miłości, to wykroczenie przeciwko miłości. Ponieważ Bóg – jak wierzymy – jest nieskończony, zatem Jego miłość do nas (jak się później dowiemy miłość miłosierna) również jest nieskończona. A zatem w konsekwencji grzech Adama i Ewy przeciwko nieskończonej Bożej miłości, wyrządził jej nieskończoną krzywdę. Czy zatem stworzenie (z natury skończone i ograniczone) jest w stanie samo z siebie zadośćuczynić tej krzywdzie w sposób nieskończony? Niestety nie. Bóg był tego świadom, i dlatego w imię swojej miłości ale i sprawiedliwości nie mógł człowieka, którego wciąż kochał, pozostawić pod władzą śmierci oraz Szatana. Wraz z wygnaniem z raju zapowiedziane zostało odkupienie: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie [mowa o wężu] i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Jest to tzw. Protoewangelia, brzask Dobrej Nowiny, zapowiedź Kogoś, kto zada ostateczny cios Szatanowi.

Ta właśnie zapowiedź, jest odpowiedzią Boga na zadaną Jego miłości krzywdę. Skoro człowiek sam z siebie nie może zadośćuczynić nieskończonej miłości – a uczynić to musi człowiek (wszak on popełnił przestępstwo) – to któż może tego dokonać? Skutecznie przyjąć na siebie karę za grzech oraz w pełni mu zadośćuczynić może tylko ktoś niewinny, w świętości i godności równy Bogu, z taką samą miłością jak Bóg i jednocześnie musi być prawdziwym człowiekiem. To dlatego Syn Ojca, odwieczne Słowo, przez które wszystko się stało (por. J 1,1nn), przyjęło postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (por. Flp 2,6-8) we wszystkim oprócz grzechu (por. 2 Kor 5,21; Hbr 4,15; 1 P 2,22).

Tu właśnie tkwi najgłębszy sens przeciwstawienia jakie zastosował św. Paweł. Między czynem Adama a zadośćuczynieniem Chrystusa zachodzi odpowiedniość, którą dostrzec można również w sądzie jaki Adam wydał na Boga w swoim nieposłuszeństwie (rozpoczynając tym samym dzieło zatracenia), a sądem jaki na Chrystusa wydał żywy grzech ludzki, gdy Go potępił, czym rozpoczął dzieło odkupienia. W tym miejscu rodzą się zapewne pytania: „o jakim sądzie Adama i Chrystusa piszesz?”. Na razie napiszę tyle, że sąd Adama był potrójny podobnie jak i sąd wydany na Chrystusa. I na tym poprzestanę. Niech to jednak będzie zachętą, by przeczytać już niebawem kolejne rozważanie.