Droga pośród popiołów (cz. 3) – pierwszy sąd nad Jezusem

Idąc drogą pośród popiołów grzechów ludzkich minęliśmy już dwa ważne dla nas ogrody: Eden i Gethsemani (Ogród Oliwny). Spojrzeliśmy na starego i nowego Adama, by zobaczyć co ich łączy oraz dzieli. Tym razem jednak droga poprowadzi nas aż do pałacu arcykapłana, przed samą Wysoką Radę, która wyda swój wyrok potępiający.

Sąd, który czeka Jezusa będzie potrójny, gdyż potrójny był sąd, który Adam wydał na Boga w ogrodzie Eden. Słuchając zwodniczych słów Szatana, pierwszy rodzic osądził w swoim duchu, że Bóg jest potrójnym kłamcą. Mianowicie Stwórca kłamał kiedy powiedział, że nie wolno mu jeść ze wszystkich drzew ogrodu; skłamał kiedy oznajmił, że zjedzenie tego owocu przyniesie śmierć (por. Rdz 2,16n.); i w końcu skłamał, kiedy mówiąc: „niechybnie umrzesz!” miał na myśli dobro i szczęście człowieka, a tak naprawdę – według słów kusiciela – w ten sposób chciał zachować tylko dla siebie boską wiedzę na temat dobra i zła. Trzykrotnie zatem Adam osądził Boga: w duchu, w sercu oraz w woli i trzykrotnie Go potępił. Pamiętając nasze poprzednie rozważania, a szczególnie fakt, że Chrystus jest nowym Adamem, jasne się staje, że i Zbawiciel będzie trzykrotnie osądzony i potępiony: osądzą Go wszystkie grzechy ducha i umysłu, ciała oraz serca, a także wszystkie grzechy woli i osoby.

Czas na warsztat wziąć pierwszy sąd wydany na Jezusa przez ducha ludzkiego, a właściwie sąd grzechu, który cały opanował tegoż ducha. Grzech ten ma dwie strony: wewnętrzna to duma (być czymś i kimś, być bardziej, być jak Bóg), a zewnętrzna to kłamstwo (będąc prochem człowiek udaje i kłamie, że jest kimś). Na tym polegała pokusa, której uległ człowiek: „będziesz jak Bóg”. To pragnienie aż do dziś towarzyszy nam na różny sposób i w różnych okolicznościach. Najważniejsze to zdetronizować Boga, a siebie postawić na Jego miejscu. Zniszczyć, odwrócić ustanowiony przez Niego porządek, staroświecką hierarchię, średniowieczny zabobon. A im wyżej człowiek próbuje wejść, tym – jak doświadczenie uczy – większy jest jego upadek, którego nie da się uniknąć. Bo ta pokusa bycia jak Bóg dotyka nas wszystkich, i dlatego im wyżej ktoś sięga nie po to, aby innym służyć, tym bardziej będzie musiał krzywdzić, by nie dać się zrzucić w dół.

Oto dumny duch ludzki sądzi swego Pana. A duma ta motywowana jest trzeba postawami: chciwością, zarozumiałością i zazdrością, których przedstawicielami są odpowiednio Judasz, Annasz i Kajfasz.

Judasz

Judasz należał do grona najbliższych wybranych, do grona dwunastu Apostołów. Towarzyszył Chrystusowi, był świadkiem Jego znaków i cudów, słuchał Jego słów, lecz mimo to napisano o nim, że „był złodziejem” (J 12,6), że „stał się zdrajcą” (Łk 6,16), że wolał chodzić swoją drogą, a nie za Chrystusem (por. Dz 1,25), a co najistotniejsze, że „diabeł nakłonił serce” jego (J 13,2), że w niego wszedł (por. Łk 22,3) oraz – co sam Jezus stwierdził – że „jest diabłem” (J 6,70n.).

Judaszowa chciwość, materializm, pogoń za posiadaniem, za tym, by mieć jest zewnętrzną stroną dumy, która używając środków materialnych, dąży po trupach do celu. Duma chwyci się każdego środka, który umożliwi jej osiągnięcie zamierzonych rezultatów, nawet, czy też zwłaszcza pieniędzy. Zresztą, czy może być większa duma i radość dla złodzieja, jeśli uda mu się zostać skarbnikiem dobrze rokującej grupy religijnej? Jednak dobra passa nie trwała długo. Skoro arcykapłani wydali już wyrok na Zbawiciela, to nie ma co ryzykować, trzeba ratować skórę, zyskując przy tym tyle ile się da. Zamiast wiary do końca, sucha kalkulacja, zamiast oddania Chrystusowi, walka o korzyści materialne, w których najwyraźniej dopatrywał się potwierdzenia własnej godności… posiadając czuł dumę. Świadczy o tym jedno pytanie, które zadał: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?” (Mt 26,15). A ta cena… Ile jest warte życie ludzkie? Ile jest warte życie samego Chrystusa? Tu duma oparta na chciwości dokonuje sądu nad Jezusem. Czy ma to jednak znaczenie, że sprzedaję Pana za trzydzieści srebrników, albo za milion dolarów? Nie! To nie wielkość zapłaty zaślepia, lecz wielkość żądzy w nas. To ona tak potrafi omamić i upodlić człowieka, że opanowawszy jego myślenie i ducha, grosze wydają się bogactwem, za które warto sprzedać prawdę, miłość, więzi, życie, a na końcu samego Boga. A ile razy ja z chciwości nawet za ochłap świętego spokoju sprzedałem prawdę, Ewangelię, miłość, Boga? Jestem Judaszem…? Czym są moje srebrniki? Warto odpowiedzieć na te pytania, bo bez wątpienia, na każdego Judasza przyjdzie niespodziewanie dzień, w którym trzeba będzie podjąć decyzję: albo dobro, uczciwość, cnota, bliźni, więzi, relacje, wiara, Bóg albo sakiewka srebrników i moja żądza. Co wybiorę?

Annasz

W końcu Chrystus postawiony zostaje na sądzie przygotowawczym przed Annaszem, teściem aktualnie urzędującego arcykapłana Kajfasza. Jest prawdopodobne, że Annasz, który przed Kajfaszem piastował urząd arcykapłański (stąd jego tytuł, który przy nim pozostał), nadal miał jakieś wpływy i władzę, stąd on jako pierwszy, nieformalnie przesłuchiwał Chrystusa. Był to sąd inkwizycyjny, na którym pytano o uczniów, czyny i słowa Jezusa (por. J 18,19). Wiedział jednak, że nie może wydać żadnego wyroku na Mesjasza. Władza, którą posiadał piastując urząd arcykapłański przez około 9 lat, została mu odebrana przez rzymskiego prokuratora Waleriusza Gratusa i dana jego zięciowi (pod okupacją, to władza rzymska rościła sobie prawo do zatwierdzania i odwoływania arcykapłana). Mimo to wciąż jest przeświadczony o swojej nieomylności, pełen wiary w siebie, we własny rozum. Zarozumiała jest jego duma, która wiedząc, że nic nie może, wciąż jednak się sili i wypręża muskuły. Bezskutecznie.

Faryzeusze doskonale wiedzieli, czego Chrystus nauczał, ale uszy mieli zamknięte z powodu pożerającej ich serca dumy. Tak właśnie ona działa. Stawia siebie na miejscu Boga i bez namysłu odrzuca wszystkie Jego słowa jednocześnie je potępiając. A podstępność jej przejawia się w tym, że mimo iż dokonała już sądu w sercu, to jednak, by zachować pozory sprawiedliwości, zasiada publicznie na trybunale i pyta się, o to, co już z góry zostało potępione. To dlatego taka a nie inna odpowiedź Chrystusa: „Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem.” (J 18,21). Żadna duma ludzka, żadna zarozumiałość nie wytrzyma takiego spokoju Bożej prawdy! Dlatego padają ciosy. Ona wie, że w świetle Słowa Bożego jest niczym, a przecież chce być czymś. A ja? Jak często w swojej zarozumiałości wystawiam na próbę Boga? Jak często lekceważę Słowo Boże, bo JA WIEM LEPIEJ? Jak często podważam sensowność prawd wiary, Kościoła, wiary w ogóle? Jak często jest to podyktowane moją zarozumiałością, moją wielepkowatością?

Kajfasz

Co czyni zarozumiała duma z Prawdą, której słuchać nie chce, i której zabić nie może? Pęta ją, zagłusza, i odsyła do wyższej instancji: „Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza.” (J 18,24). Kajfasz, pełniący urząd arcykapłana, był bezpośrednim przedstawicielem samego Boga. On jako jedyny mógł raz w roku wejść do Świętego Świętych w świątyni. Był „tak jak Bóg, znał dobro i zło” (por. Rdz 3,5). Z pewnością bał się Chrystusa, bał się też o swoją władzę, bo gdyby Jego słowa o swoim boskim pochodzeniu były prawdą, to zapewne musiałby ustąpić z urzędu. Ale nie tylko on, cała Wysoka Rada również. To byłby koniec ich panowania nad ludem izraelskim. Arcykapłan doskonale zdawał sobie sprawę z władzy jaką posiadał Jezus, z pewnością donieśli mu, że „uczył lud jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (por. Mt 7,29).

Mamy zatem do czynienia z zazdrosną dumą, chorobliwie zazdrosną o władzę… o bycie jak Bóg. Chciwość sprzedaje, by znaleźć marny zysk, zarozumiałość w bezsilności odrzuca, a zazdrość? Ona nie bierze zakładników, nie bawi się w handel oraz dziecinne tupanie nogami i policzkowanie. Zazdrość ma jeden tylko cel – zabić! Ona nie tylko potępia, ona niszczy i zabija. Bez litości.

Wysoka Rada szukała świadectw, które dałyby im podstawę do skazania Jezusa, lecz wszyscy świadkowie byli kłamcami. W końcu z braku cierpliwości sama dumna zazdrość w osobie Najwyższego Kapłana nie wytrzymała, i stanęła na środku (zazdrość niecierpliwa stawia siebie w centrum uwagi – por. Mk 14,60). Kajfasz zapytał Chrystusa o to, czego właśnie najbardziej się bał: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?” (Mt 26,63). Odpowiedź Jezusa wystarczy. Wyrok jest natychmiastowy, bez zastanowienia, bezlitosny i jednoznaczny – śmierć! Wbrew pozorom rozdarcie szat można odczytać jako oznakę szaleńczego triumfu. Kajfasz sam zdobył to, czego nikt inny nie był w stanie mu dostarczyć. A ja? Zazdroszczę? Sądzę i oskarżam? Skazuję na śmierć, choćby tylko w sercu swoim? Chcę mieć coś lub kogoś na wyłączność? Stawiam siebie na miejscu Boga? Osądzam wciąż Boga i z krzykiem obwieszczam, że winien jest śmierci? W czym przejawia się moja zazdrość?

Podsumowanie

To był pierwszy sąd jaki dokonał się nad Chrystusem. Tak jak Adam w Raju osądził Boga stwierdzając, że kłamał, tak i nowy Adam – Jezus, osądzony został jako kłamca, heretyk, fałszywy nauczyciel i bluźnierca. Tego pierwszego sądu dokonał sam Naród Wybrany, ten sam, którego Bóg wyprowadził z niewoli egipskiej w dniu pierwszej Paschy, i który w Paschę zabije Zbawiciela. Tego sądu dokonał grzech ludzkiej dumy podsycanej najpierw chciwością materialną, potem zarozumiałością intelektualną i na końcu zazdrością o Boską władzę. Zobaczmy, że sąd ten wychodzi z coraz głębszych ciemności człowieka. Zaczyna się od żałosnej wręcz żądzy pieniądza, przechodzi przez zaślepiony zarozumiałością umysł, a kończy się na sercu owładniętym zazdrością (to jest właśnie to, o czym pisał św. Jan Apostoł: „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego żywota” – 1 J 2,16).

Kolejne rozważanie będzie mówiło o drugim sądzie wydanym na Zbawiciela. Teraz był sąd ducha ludzkiego dokonany przez Żydów, następny będzie sąd ciała, którego dokonają poganie.