Droga pośród popiołów (cz. 4) – drugi sąd nad Jezusem

Kontynuujemy naszą drogę pośród popiołów. W poprzedniej części rozważaliśmy pierwszy sąd jaki na Jezusa wydał duch ludzki w osobie Judasza (chciwość), Annasza (zarozumiałość) i Kajfasza (zazdrość o władzę). Był to sąd nad Jezusem jako Bogiem, Królem i Człowiekiem. Tym razem swój sąd ogłosi ludzkie ciało i jego grzechy, których reprezentantami będą Piłat, Herod oraz bezimienny tłum żydowski.

Chrystus jest Drogą (czyt. Dobrem), Prawdą i Życiem. W tym kontekście ciało ludzkie osądzi Boga-Człowieka, ponieważ w grzechu swoim samo dla siebie jest dobrem, ma swoją prawdę i żyje swoim prawem. Grzechem ciała będzie nieczystość wewnętrzna i zewnętrzna. Tak jak duch chcąc być czymś, chcąc być jak Bóg wzbijał się na wyżyny i wysilał szukając wielkości, znaczenia i chwały, tak ciało ludzkie chcąc mieć coś na własność, ciągnie w dół ku materii, w której szuka upojenia, pociechy i rozkoszy, szuka swojego bożka.

Pierwszy Piłat

Trzeba w tym miejscu dokonać pewnego rozróżnienia w postępowaniu Piłata. Choć proces jaki się odbył nad Jezusem pod jego przewodnictwem był jeden, to można w nim rozróżnić dwie fazy, w których dwa razy występuje jako sędzia, a miejscem granicznym jest sąd Heroda. To są dwie osobne chwile. W pierwszym sądzie Piłat występuje jako zwykły człowiek, w drugim wystąpi zasiadając na trybunale, wystąpi już oficjalnie w imieniu Cezara, choć to za mało powiedziane, bowiem występując w jego imieniu, to tak jakby sam Cezar sądził, a więc najwyższa władza świecka ówczesnego świata.

Piłat to postać niezwykle zagadkowa, czytając przebieg procesu Jezusa dostrzec można walkę wewnętrzną jaka w nim się dokonuje. Pierwszy Piłat reprezentuje zatem ciało ludzkie w jego najwyższym życiu, na granicy duchowego, dającego pozór duchowości i głębi. Przejawia się w nim pospolite myślenie, sceptycyzm, światowość i rozum zmysłowy, szukający tego co korzystniejsze. Taki właśnie Piłat będzie sądził Chrystusa – Prawdę.

A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika <Poncjusza> Piłata” (Mt 27,1n.). Wiodą Go przed sąd, domagając się, by sędzia sam wyszedł do nich na zewnątrz: „A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz” (J 18,28n.). Co za ironia! Ci „niepokalani” wolą nie skalać się wejściem do domu poganina, lecz nie jest problemem dla nich wydać na śmierć niewinnego. I to wszystko po to, aby móc spożyć Paschę! Jakże często jesteśmy do nich podobni: z zewnątrz nieskalani, a wewnątrz pełni robactwa. Spójrzmy na pierwsze zdania jakie między sobą wymieniają, pełne są wzajemnej niechęci i zarozumiałości. Piłat rzekł: „«Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?». W odpowiedzi rzekli do niego: «Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie»” (J 18,29n.). Równie dobrze odpowiedź starszyzny żydowskiej można sformułować tak: „My już osądziliśmy jego winę, czego więc się jeszcze pytasz!?”. Straszna zarozumiałość. Próżność faryzeuszy odpowiada dumnie Piłatowi, by uwolnić się czym prędzej od kłopotu. Skoro jednak Poncjusz nalega dostaje odpowiedź, po której zmuszony jest sam na sam porozmawiać ze Skazańcem, rozpocząć swój nad Nim sąd.

«Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?». Jezus odpowiedział: «Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?». Piłat odparł: «Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?»” (J 18,33-35). Ten który służył obcemu królowi (Cezarowi) spotyka twarzą w twarz prawdziwego i jedynego Króla. Naprawdę z wielu różnych stron można zagłębiać się w ten dialog. Dla mnie widać tu zmaganie się światowości, przebiegłej lecz płytkiej zmysłowej rozumności z zagadką jaka kryje się w człowieku niewinnym, a jednak oskarżanym, w kimś kto mieni się królem, a chodzi w łachmanach. Nie pomaga pytanie łagodnie zadane przez Jezusa. W starciu tym ostatecznie wygrywa arogancja ukryta w zdaniu „Czy ja jestem Żydem?”. W Piłacie odzywa się urzędnik, który dopytuje: „Coś uczynił?”. I urzędniczą dostaje odpowiedź: „«Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd». Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem” (J 18,36n.). Dalej mówi o tym, że Jego panowanie i królestwo oparte jest na prawdzie, czyli na Nim samym. Czymże jest prawda – zapyta poganin. Dla Piłata prawdą jest tylko to, co dzieje się na zewnątrz pretorium, na dziedzińcu. Prawdą jest dla niego, że musi temu czym prędzej zaradzić. Prawdą okazuje się też dla niego, że oskarżony nie stanowi realnego zagrożenia dla Cezara, a mając w pamięci ostrzeżenia swojej żony co do Jezusa, stara się Mu pomóc. Nie wie jeszcze, że i tak – czy tego chce, czy nie – stanie się marionetką w rękach faryzeuszów i uczonych w Prawie. Nic nowego – cielesność, zawsze będzie marionetką zarozumiałości i chorej zazdrości.

Tym sposobem tak jak przed władzą duchowną wyznał Jezus, że jest Mesjaszem, Synem Bożym, a więc i Bogiem, tak przed władzą świecką przyznał się, że jest Panem i Królem. Oto dwa wyznania Chrystusa przed sądzącymi Go, dwukrotne przyznanie się do winy. Ukryte to było przed oczami sędziów. Jedyne, co było widać to godność ludzką jaką każdy z nas posiada. Przed trybunałem duchownym, tj. starszyzny żydowskiej wyznał Zbawiciel, że jest Bogiem, przed trybunałem świata, wyznał że jest Królem i Panem. Pozostaje przyznać się do bycia Człowiekiem. Dokona się to przed Herodem…

Herod

To ten sam człowiek, który w imię chwilowej namiętności kazał ściąć mieczem Jana Chrzciciela. Zgadza się, Herod symbolizuje hedonizm, pogoń za rozkoszą i upijanie się przyjemnościami cielesnymi. Piłat odsyłając doń Jezusa próbował zręcznie pozbyć się problemu. Nie na długo. Sąd króla Heroda – cudzołożnika i pijaka – będzie krótki, bo i cóż mądrego może wypłynąć z ust goniącego za rozkoszą człowieka? Ewangelista Łukasz zapisał: „Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego” (Łk 23,8). Spodziewał się widowiska, był ciekawski i żądny wrażeń. To właśnie czyni opanowane przez grzech ciało ludzkie z darami Bożymi. Używać ich, zabawić się nimi dla własnej przyjemności. A tymczasem spotkał się ze ścianą milczenia: „Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział” (w. 9). Tak właśnie postępują ludzie, którzy poddają się życiu tylko zmysłowemu – bez przerwy gadają. Słowa, całe mnóstwo słów, niepohamowana gadatliwość, krzyk i hałas. Ponadto Herod to także przykład osoby, która dla przyjemności i w imię przyjemności jest w stanie przelać krew nawet takiego człowieka, którego podziwiał (Jana Chrzciciela).

Jezus milczał. Właśnie to milczenie było kolejnym przyznaniem się do winy – że jest prawdziwie Człowiekiem. Dlatego wzgardził Nim i odesłał Go precz do Piłata Herod. Spodziewał się zobaczyć cudotwórcę, proroka, kogoś niezwykłego, a stanął przed nim zwykły człowiek. W swoim milczeniu Jezus najwymowniej wyznał, że jest naszym bratem w człowieczeństwie. Nie trzeba więcej dowodów zbierać. Przyznał się, że jest Bogiem, Królem i Człowiekiem. Tak też będzie potępiony i skazany „jako Bóg – że stał się człowiekiem; jako Człowiek – że jest Bogiem; jako Król – że jest Bogiem-Człowiekiem”.

Pospólstwo

Ostatniego sądu dokona gawiedź zebrana na zewnątrz pretorium. To będzie trzeci sąd ciała ludzkiego nad Jezusem. Piłat symbolizował życie we własnych fantazjach i światowości o płytkim rozumie, Herod życie zmysłowe, zaś pospólstwo ciało żyjące sercem swoim, w którym panuje idol, bożek. Pospólstwo zawsze ma swoich idoli i bożków, których ubóstwia i ślepo naśladuje, którym daje pierwszeństwo i posłuch, najczęściej kosztem Boga. Pospólstwo jest chwiejne i bezrozumne, podatne na wpływy i manipulację. Doskonale widać to w samej Ewangelii, kiedy chciało ono Chrystusa obwołać takim bożkiem: „Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę” (J 6,15). Albo jeszcze kilka dni przed wydarzeniami, które omawiamy, gdy Jezus wjeżdżał na osiołku do Jerozolimy, ludzie słali przed nim gałązki i wołali „Hosanna”, a teraz ten sam tłum krzyczy nieubłaganie „Zabić Go!”. Jest ktoś w stanie wyjaśnić to istne szaleństwo?

Piłat chłodno kalkulując i próbując nasycić wilka i owcę ocalić postanowił powołać się na zwyczaj uwalniania z okazji żydowskiej Paschy jednego więźnia. Jeszcze raz nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności i decyzji w sprawie Jezusa. Oddaje sąd w ręce ludu. Barabasz, czy Jezus? Widać jak bardzo Piłat się mota i broni przed wydaniem wyroku. Widać jak ma coraz mniej pola na którym może manewrować, ucieka się do politycznych chwytów i sztuczek ale i to nie pomaga. Wzmaga się tylko ryk: „Ukrzyżuj!”. Ostatnia deska ratunku to brutalna chłosta. Naprawdę liczył, że tym uspokoi nastroje? Przecież tego właśnie domaga się rozjuszona gawiedź: krwi i śmierci.

Kto tak naprawdę krzyczy? Wszyscy, których serca żyją ciałem, którzy utworzyli w swoich sercach różnego rodzaju bożki dopuszczając się bałwochwalstwa. To głos tych, którzy znając swoje namiętności, przywiązania i czyny uciekają od światła: „Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków” (J 3,20). Często tak postępujemy. Odrzucamy prawdę, bronimy się przed nią, wyśmiewamy ją i wyszydzamy, depczemy i policzkujemy. A gdy już nie mamy jak się od niej uwolnić, mając wybór między Jezusem a Barabaszem, domagamy się wolności dla złoczyńcy, skazując Jezusa na śmierć. Wydaje się nam, że bez Jezusa, bez światła prawdy spokojnie sobie poradzimy, a tymczasem wciąż pędzimy za namiętnościami, szukając nowych przywiązań i bożków. Ostatecznie pozostaje nam zbrodniczy los Barabasza. „Oto człowiek!” (J 19,5). Zgadza się… w niczym nasze wnętrza nie odbiegają od widoku zdruzgotanego ciała Zbawiciela po biczowaniu. Ale to właśnie „w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iż 53,5).