Każdy, kto mówi, że zna siebie, jest kłamcą…

Sąd Słowa BożegoTak do dzisiejszych czytań mszalnych: Hbr 4,12-16 i Mk 2,13-17

Na wstępie zaznaczę, że długo ta prawda we mnie dojrzewała, długo docierała do mnie, wiele czasu kosztowało mnie pozbycie się wewnętrznego buntu i pychy. Wiele nad tym myślałem, wiele modlitwy temu poświęciłem. Przyjęcie tego nie było łatwe i jak się okazało, było tylko kolejnym, ważnym etapem na drodze do nawrócenia, które wciąż się dokonuje.

"Żywe jest Słowo Boże i skuteczne…" mówi autor Listu do Hebrajczyków. W przypadku Lewiego, celnika i grzesznika, było nadzwyczaj skuteczne. Wystarczyło "Pójdź za Mną", a zostawił wszystko, całe swoje dotychczasowe życie. Ale List do Hebrajczyków mówi dalej, że Słowo Boże jest "ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca" (w. 12).

Często spotykam się z tym, że ktoś mówi: "przecież znam siebie". Zawsze odpowiadam takiej osobie, że to nieprawda. To jest, chyba nie zawsze do końca uświadomiona pycha. Tak mówi często człowiek, który nie widzi swojego grzechu lub jest na tyle w nim zatwardziały, że aż zamknięty na Boga. Nikt nie może powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że zna siebie doskonale. To jest kłamstwo! Znamy siebie na tyle, na ile zdołaliśmy poznać przez dotychczasowe lata naszego życia (jeżeli jest to życie bezrefleksyjne, to niestety, niewiele można o sobie powiedzieć). I nic ponad to. Reszta jest albo pustym gdybaniem, albo pragnieniem, albo kłamstwem. Mówiąc, że wiem jak zachowałbym się w jakiejś skrajnej sytuacji jest tylko swego rodzaju obietnicą bez pokrycia. Dlaczego?

Skutkiem grzechu pierworodnego jest m.in. wewnętrzne rozdarcie, które precyzyjnie demaskuje św. Paweł w swoim Liście do Rzymian:

"Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach" (Rz 7,15.18-23).

Oto tajemnica naszej grzeszności. Ratunek, jak zaznacza dalej Apostoł Narodów, jest w Chrystusie – Odwiecznym Słowie, który wykupił nas własną krwią spod władzy grzechu i śmierci. Jednak św. Paweł nie jest pierwszy, który to zauważa. Dostrzegano ten problem także w Starym Przymierzu. Owszem, serce człowieka jest pełne dobrych pragnień, chce kochać i być kochane, jednakże Pismo Święte dość jednoznacznie wypowiada się o kondycji naszych serc. Prorok Jeremiasz woła: "Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne – któż je zgłębi?" (Jr 17,9), zaś psalmista mu wtóruje: "podobne do przepaści jest serce i wnętrze człowieka" (w innym tłumaczeniu: "ale wnętrze człowieka – serce jest niezgłębione" Ps 64,7). Przepaść! Przepaść jest nie do zbadania. Jest właśnie niezgłębiona. Stojąc nad nią widzimy tylko to, co jest blisko nas, im dalej staramy się sięgać wzrokiem tym coraz mniej szczegółów widzimy, aż w końcu przestajemy widzieć cokolwiek. Jesteśmy ludem o sercu zbłąkanym i nie znamy dróg Pańskich (por. Ps 95,10).

Jak zatem poznać to, co słuszne? Jak poddać się prowadzeniu Bożemu? Kto jest w stanie zbadać nasze serca i wyjawić prawdę o nas samych? Prorok Jeremiasz odpowiada na to pytanie: "Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków" (Jr 17,10). Podobnie i autor mądrościowy mówi o Bogu: "On zbadał przepaści i serca ludzkie i wszystkie ich knowania poznał" (Syr 42,18). Ostatecznie precyzuje to na początku cytowany List do Hebrajczyków. To Jezus – Słowo Boże jest zdolne osądzić nasze serca i wszystkie pragnienia jakie w nim się kryją. On i tylko On jest w stanie zejść na samo dno przepaści jaka w nas zionie i oświecić swoim światłem to co niepoznane, nieuleczone, gdyż "nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz Ci którzy się źle mają" (Mk 2,17). Czytając Ewangelię, nie raz trafimy na fragment, w którym autorzy natchnieni zaznaczają jak Jezus zna myśli, które rodzą się w sercach ludzkich (np. Mt 9,4; Mk 2,6-8; Łk 24,38). To dlatego Jezus, w kazaniu na górze mówi: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" (Mt 7,1). Władzę osądzania serc ma On i tylko On, bo On jest Słowem Bożym, przez które wszystko się stało (por. J 1).

Postawa nieosądzania, której domaga się Zbawiciel, wymaga ogromnej pokory (a pokora, to prawda o sobie). Aby ją jednak zdobyć, należy zaakceptować prawdę, że nie znam siebie do końca, a w konsekwencji pozwoli nam to całkowicie zaufać Jezusowi, który poprowadzi nas do zbawienia.