Kochać uśmiechem

uśmiechDzisiejsza liturgia słowa: Dz 14,21-27; Ap 21,1-5a; J 13,31-33a.34-35

W kontekście dzisiejszych czytań mszalnych należałoby zaproponować postawienie sobie kilku pytań. Co jest czynnikiem charakterystycznym dla wspólnoty wierzących w Chrystusa? Czym powinniśmy się kierować? Co powinno charakteryzować nasze wspólnoty parafialne? Odpowiedź daje nam Chrystus: Miłość. Ale nie byle jaka miłość. To ma być Miłość jaką On nas umiłował, odpowiedzialna, gotowa do poświęceń, przebaczająca, ufna i gorąca. Miłość, o której pisze w swoim Liście do Koryntian św. Paweł. Miłość, która zadaje śmierć miłości własnej, pysze, która tak często nami rządzi. Miłość, która każe sobie samemu powiedzieć dwanaście razy „nie”: nie zazdrość, nie szukaj poklasku, nie unoś się pychą, nie dopuszczaj się bezwstydu, nie szukaj swego, nie unoś się gniewem, nie pamiętaj złego, nie ciesz się z niesprawiedliwości, nigdy nie ustawaj, nie bądź jak proroctwo którego się skończy, jak dar języków, który zniknie albo jak wiedza której zabraknie.

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” – mówi Pan. A ta Miłość przejawiać się może w całkiem prostych, codziennych sprawach, chociażby w zwykłym przyjaznym uśmiechu, bądź życzliwym spojrzeniu na nieznajomego spotkanego na ulicy. Nigdy bowiem nie wiemy, czy ten uśmiech, lub to spojrzenie nie okazało się czymś, co przywraca wiarę i kruszy skamieniałe serce, czymś, co daje nadzieję, co rozjaśnia i ratuje życie.

Troszczymy się i niepokoimy o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego… (por. Łk 10,38-42).