Konklawe zdemaskowało nadzieje ruin tego świata

Kościół wśród ruin świata 2Czytania na dziś: Jr 11,18-20; J 7,40-53

Ależ ten Chrystus budzi emocje. Same podziały. Ale zgadza się to z tym, co sam powiedział: "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz" (Mt 10,34), a także "Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam" (Łk 12,51).

Jedni uważają Go za proroka, inni za Mesjasza, jeszcze inni za bluźniercę, którego należy za wszelką cenę usunąć. Nawet próba rzeczowej oceny nastrojów i sytuacji przez Nikodema nie pomaga. Każdy wraca do swojego kącika i dalej myśli, co robić. Żeby nie było za nudno, nawet strażnicy nie odważyli się podnieść na Niego ręki. Atmosfera wokół Jezusa się zagęszcza.

A jak jest dziś z Kościołem? Kościół to Chrystus! Czy i teraz nie jest podobnie? Czy obecnie także i Kościół-Chrystus nie budzi takich podziałów? Oczywiście, że budzi! I to jeszcze jakie…!? Jakże często współcześni kapłani i faryzeusze skrzywionego humanizmu i społeczno-kulturowej filozofii genderowskiej, młodzi i starzy odrzucają Kościół (a więc Chrystusa) dla zasady, w imię jakiegoś prawa. Wciąż ponawiają swoje żądania, by zamknąć Kościołowi-Chrystusowi usta, ale to nie skutkuje. Nawet głos zdrowego rozsądku przebijający się tu i ówdzie z ust współczesnych Nikodemów nie pomaga. Ale to nic. To nic, że atmosfera się zagęszcza wokół Kościoła-Chrystusa. Nie pierwszy i nie ostatni raz w całej, długiej historii Kościoła (jak do tej pory, wszyscy adwersarze Kościoła – a było ich nie mało – już dawno odeszli w niepamięć, a Kościół wciąż trwa). Bowiem oni wszyscy nie zdają sobie sprawy z tego, że świat, bez Kościoła-Chrystusa objawiającego Boga, nie może istnieć! Jest skazany na zagładę, na stoczenie się w zezwierzęcenie, które już teraz można powoli obserwować w niektórych częściach świata (choćby Hiszpania, gdzie małpy mają więcej praw niż człowiek, albo poglądy niejakiego Dawkinsa, który ostatnio zaszczycił nas swoją tezą, że dziecko w stadium życia płodowego jest mniej ludzkie od świni – jakby w ogóle można było używać kategorii "ludzki" wobec świni). To zezwierzęcenie jest nieuchronnym brnięciem w samozagładę.

Poniekąd wydawać by się mogło, że ludzie mimo wszystko intuicyjnie czują to zagrożenie. Wystarczy spojrzeć, jak cały świat zatrzymał się w momencie pojawienia się białego dymu nad Kaplicą Sykstyńską. Nerwowe oczekiwanie na człowieka w bieli, na zastępcę Chrystusa na ziemi, na papieża pokazuje, że nie jest to ktoś zwyczajny, że nie jest to osoba, którą można tak po prostu zlekceważyć (nawet jeśli kieruje się przeciwko niemu najbardziej zajadłą nienawiść, na jaką człowiek jest w stanie się zdobyć). Myślę, że można śmiało nazwać to zwycięstwem Ducha nad tym całym rozkrzyczanym złem, bo świat zobaczył, że jest dobro i pokora w tym człowieku, i że są one ciche i skryte. Świat zobaczył, że jest Filar, bufor ochronny – Kościół-Chrystus, którego on, Franciszek, jest widzialną Głową. Że jest na kim się oprzeć. Tak jakby bał się, że bez niego w swoim maratonie po równi pochyłej straci wszelkie hamulce i tych wszystkich, którzy idą pod prąd, ku prawidłowemu rozwojowi. To właśnie Kościoła-Chrystusa potrzebuje najbardziej ten świat, potrzebuje głębokiego nawrócenia się w stronę Miłości! Potrzebuje autorefleksji i samodyscypliny, do której Kościół jest zdolny swoją wewnętrzną siłą, pochodzącą od samego Chrystusa (jak się okazało po roku 2000 – gdy bł. Jan Paweł II przepraszał za grzechy Kościoła – jako jedyna wspólnota religijna, gdyż ja osobiście nie słyszałem, by ktokolwiek poszedł w ślady Kościoła). Ten świat, ludzkość, tego wszystkiego potrzebuje, choć być może nie zawsze zdaje sobie z tego do końca sprawę. Jednak dla uważnego obserwatora i słuchacza, dla wrażliwego duchowo człowieka, wciąż słychać jęk i wycie dusz ludzkich, całych społeczeństw tego świata za Bogiem, którego sam odrzucił.

Crux stat, dum volvitur orbis!

A może raczej…

Ecclesia stat, dum volvitur orbis!