Nie jesteśmy ze świata, lecz dla świata

PantokratorDzisiejsza liturgia słowa: Dz 20,28-38; J 17,11b-19.

Znamienne są dziś te czytania. Modlitwa Arcykapłańska Jezusa za swoich uczniów, za Apostołów, wręcz idealnie wpasowuje się w wydarzenia z Dziejów (albo i odwrotnie), kiedy Paweł w Milecie kieruje mowę pożegnalną do starszych Kościoła w Efezie.

Chrystus modli się, aby „stanowili jedno”, Paweł ostrzega, że po jego odejściu „wejdą między nich wilki drapieżne”, mało tego, wyłonią się one także spośród samych pasterzy (jakże to dzisiejsze jest…). Dlaczego? Odpowiedzią są słowa Chrystusa: „dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich”. Kiedy zabrano Jezusa „opuścili Go wszyscy i uciekli” (Mk 14, 50), „każdy w swoją stronę – zostawiając Go samego” (J 16,32n).

Jezus przekazał jednak Apostołom, a przez nich całej wspólnocie słowo Ojca, które jest słowem władnym zjednoczyć i zgromadzić to, co rozproszone (por. 2 Kor 5,19). Jest to to samo słowo, w którym św. Paweł poleca trwać swoim słuchaczom, bo jest ono „słowem łaski, władnym zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi”. Mało tego, słowo to jednocześnie dokonuje „uświęcenia w prawdzie”, ponieważ „jest prawdą”. Słowem tym jest sam Chrystus – Droga, Prawda i Życie (por. J 14,6), dlatego mówi: „Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”. Dzięki Duchowi Świętemu (jest On wzajemną Miłością Ojca i Syna wylewająca się z całą obfitością na nas, grzesznych ludzi, a Miłość jest więzią doskonałości – por. Kol 3,14), który został nam dany na zawsze (J 14,16), i który kładzie swoją pieczęć świętości na wspólnotę, jednocząc ją w prawdziwe Ciało Chrystusa, czyli Kościół Święty, trwa w Nim [w tym Kościele] to słowo, ponieważ Ten Pocieszyciel „nas wszystkiego nauczy i przypomni nam wszystko” (J 14,26), co Jezus powiedział.

A czymże jest radość w „całej pełni”, do której jesteśmy wezwani, jeśli nie oddaniem siebie na ofiarę z miłości (jako mąż, żona, ojciec, matka, kapłan, osoba konsekrowana, misjonarz, strażak, etc.)? Dać siebie całego z miłości do Boga i drugiego człowieka oznacza pełnienie woli Bożej w swoim życiu, bo „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. Dokonuje się to w naszej, czasem szarej codzienności (w pracy, podczas zabawy z dziećmi, w konfesjonale, przy ołtarzu, podczas ewangelizacji, sprzątania domu, gotowania obiadu, etc.). Właśnie dlatego jesteśmy posłani na świat, by takim życiem świadczyć, by pokazywać, że jesteśmy w tym autentycznie szczęśliwi. I to prawda, świat nas nienawidzi i będzie nienawidził, a to dlatego, że nie potrafi tak żyć sam z siebie. My dostaliśmy to od Boga, a on sam z siebie osiągnąć tego nie może, więc nie może nikomu tego zapewnić (por. J 14,27). Co nie znaczy, że władca tego świata, który został już osądzony i precz wyrzucony (por. J 12,31), nie jest w stanie zaoferować czegoś, co będzie stanowić ułudę szczęścia i pokoju. No właśnie, ale to jest tylko ułuda, zewnętrzna, bogato zdobiona fasada grobów pobielanych „które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23,27). Dlaczego? Bo „nie ma on nic swego” w Jezusie (J 14,30), ponieważ „od początku był on [diabeł] zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44).

Nie jesteśmy ze świata, bo świat został już przez Chrystusa zwyciężony (por. J 16,33), ale jesteśmy dla świata, by pociągnąć do Niego tych, co jeszcze nie zakosztowali konkretu zmartwychwstania.