Pustynia (Mt 4,1-11) – Cz. 5: Miejsce mojego kuszenia – pożądliwość oczu

Fot.: Harman Wardani

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»” (w. 8-10).

Przyglądając się dalszej walce Chrystusa z szatanem ominąłem drugie kuszenie (zajmę się nim za tydzień), by podjąć refleksję nad trzecim wyzwaniem postawionym przed Jezusem (św. Łukasz w swoim opisie kuszenia pokusę królestw i bogactwa umieścił jako drugą, u Mateusza jest ona trzecia).

Bogactwo tego świata, wszystkie jego królestwa, tytuły i władza, cały majestat, splendor i chwała, oślepiający blask, siła i wielkość zawsze przerastały i przerastać będą człowieka samotnie próbującego nad tym wszystkim zapanować. Każdy zaś, kto twierdzi, że panuje nad nimi głupi jest i nie wie, że tak naprawdę to one panują nad nim. Próba podjęcia przez człowieka kontroli nad dobrami tego świata, ma wypływać tylko i wyłącznie z posłusznego, a co za tym idzie, pokornego wypełniania Bożego nakazu, by czynić sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Zatem panowanie, każda forma objęcia władzy i związanych z nią tytułów i przywilejów ma wypływać z uprzedniego pokornego posłuszeństwa wobec Władzy najwyższej i – tak naprawdę – jedynej. Tylko w ten sposób można mówić dalej o jakiejkolwiek odpowiedzialności władzy sprawowanej przez człowieka.

Ewangeliczna pokusa dająca władzę i posiadanie symbolizuje tak naprawdę wszystko to, na co człowiek patrzy, i co budzi w nim pożądanie związane z jakimś wewnętrznym nieuporządkowaniem. I tak jak pożądliwość ciała wiązała się ze zniewoleniem ciała i pobudzeniem we mnie najbardziej prymitywnych, zwierzęcych rządz, tak pożądliwość oczu – jak pisze o niej św. Jan (por. 1 J 2,16n) polega na tym, by przez oko, które jest „światłem ciała” (Mt 6,22) zniewolić umysł i zdrowy rozsądek, którym winienem się kierować (bywa, że w konsekwencji często pobudzane jest później wszystko to, co mieści się w granicach pożądliwości ciała). W myśl przysłowia, że „oczy by jadły, lecz brzuch już nie” dochodzę do momentu, w którym pożądam dla samego tylko posiadania. Staję się skąpcem i dusigroszem, któremu żal jest wydać (już nie mówiąc o obdarowaniu kogoś) każdy grosz, żądza namiętności staje się tak silna, że nie wystarcza już żona, lecz pragnę posiadać każdą, co realizuje się często w szukaniu spełnienia u kobiet, którym płaci się za „miłość” i poddanie, etc.

Pożądliwość oczu zaślepia zdrowy rozsądek i prowadzi do panowania rządz w człowieku, stając się przyczyną jego całkowitego wyniszczenia i upadku. Dlaczego jednak w Ewangelii diabeł ukazuje Chrystusowi wszystkie królestwa świata wraz z całym ich przepychem? Bo właśnie bogactwo – jak nic inne – potrafi wpędzić człowieka w pychę, w błędne mniemanie, że nie potrzebuje już Boga, że wszystko sam zdobył i wypracował, że Bogu nic do tego. Okazuje się tutaj, jak wszystkie trzy pożądliwości są ze sobą powiązane. Ośmieliłbym się rzec, że w wielu przypadkach to pożądliwość oczu jest głównym czynnikiem rozwoju grzechu w człowieku, korytarzem przez który do jego serca dostaje się ziarno zła i nieprawości.

Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!” (Mt 6,22n.). Człowiek, którego oczy są chore, człowiek niewidomy, żyje zamknięty we własnym świecie, w świecie ciemności w którym – jeśli nie spróbuje się wydostać – zginie marnie. Potrzeba wyostrzenia wszystkich pozostałych zmysłów, potrzeba uzdrowienia oczu, by znów zobaczyć światło Bożej miłości. Bywa, że jest to droga długa i bardzo trudna, wzbudzająca lęk i cierpienie. Zawsze jednak przynosi pożądane owoce, Bóg bowiem, będąc wierny samemu sobie, nie pozostawi człowieka niewidomego wołającego z całych sił: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Rabbuni, żebym przejrzał” (Mk 10,47.51).

Pragnienie posiadania wiąże także z błędnym patrzeniem na samego siebie. Człowiek, który ma bardzo zaniżone poczucie własnej wartości, przez dążenie do posiadania jak najwięcej wmawia sobie, że właśnie wtedy staje się coś wart, zaś brak posiadania stanowi o jego bezwartościowości. A tymczasem Chrystus woła: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26). Pan wskazuje na to, co stanowi o wartości człowieka. Dusza, Boskie tchnienie życia, którego Źródłem jest sam dobry Bóg. Moja wartość jest w tym kim jestem: człowiekiem, stworzeniem noszącym w sobie obraz i podobieństwo Boże (por. Rdz 1,26n.). I w gruncie rzeczy nic innego się nie liczy. Żadne bogactwa i tytuły, żadna władza i splendor, tylko to, że jestem dzieckiem dobrego Ojca, który jest w niebie. Skąd wiem, że jest dobry? Jezus, całe Jego życie, Jego misja o tym świadczy. Ja temu świadectwu wierzę.