„Serce w serce” o. Adama Szustaka – recenzja

Rzadko porywam się na pisanie recenzji książek, które czytam (a czytam dużo), w tym jednak przypadku zrobię wyjątek od tej reguły. Dodatkową informacją niech będzie to, że książka jest autorstwa znanego dominikanina, kaznodziei, rekolekcjonisty i przewodnika duchowego wielu tysięcy o. Adama Szustaka, którego jakimś wielkim zwolennikiem, czy namiętnym słuchaczem nie jestem (co nie znaczy, że nie słucham jego konferencji). Spróbuję poniżej opisać moje wnioski po lekturze jego komentarza do Księgi Rut ze Starego Testamentu, noszącego tytuł „Serce w serce”.

Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę książkę na księgarskiej półce, to urzekła mnie jej prostota, a że niewiele jest współczesnych komentarzy do Księgi Rut w takim wydaniu, to nie namyślając się długo powędrowałem z nią do kasy. Po powrocie do domu, odłożyłem ją na półkę razem z innymi książkami z zamiarem przeczytania jej „na cito” (a trzeba wiedzieć, że z reguły czytam kilka książek na raz, ponadto istnieje cała, długa kolejka pozycji czekających na swój czas), co skończyło się tak jak zwykle. Woziłem ją ze sobą wielokrotnie jednak przez ponad miesiąc nie przewróciłem w niej ani jednej strony.

Złożyło się, że w przededniu Środy Popielcowej jechałem do rodzinnego domu, z powziętym zamiarem: teraz albo nigdy. Faktycznie jeśli bym jej nie przeczytał w drodze, to zostawiłbym ją wciśniętą pomiędzy inne książki skazując na zapomnienie. Efekt: książkę przeczytałem w 2,5 godziny. Przyznam szczerze, że początki były trudne, bałem się zbytniego psychologizowania Słowa Bożego oraz chrześcijaństwa w ogóle, bałem się kato-coachingu, czy też christiano-coachingu, jednak każda kolejna strona wprowadzała mnie w coraz to większe zdumienie. Spróbuję zatem opisać zalety oraz wady komentarza o. Adama, jednak skupiając się bardziej na tych pierwszych.

Wśród zalet należy wymienić prostotę druku i okładki, która pomimo utwardzenia nie sprawia, że książka staje się nieproporcjonalnie cięższa, niż to się może wydawać po ilości stron wewnątrz. Rozdziały są krótkie, zaś całość pisana językiem płynnym nacechowanym typową (jak to nazywam) potocznością mowy charakteryzującą Dominikanina. Także przyjęta tradycyjna forma komentarza, który – bez pomijania – rozjaśnia każdy wers księgi Pisma Świętego sprawia, że czytelnik czuje się jakby był prowadzony za rękę. Podczas czytania ma się nieodparte wrażenie, że Autor faktycznie żyje tym o czym pisze, co dodaje treści pewien posmak sensacji, która sprawia, że chce się więcej.

Wyraźnie widać, że Pismo Święte oraz biblistyka są „konikiem”, pasją o. Adama, to co jednak wyróżnia ten komentarz od innych, to fakt, że z opisywanych faktów i zależności wyciągane są wnioski oraz na ich podstawie stawiane są czytelnikowi pytania, często bardzo trudne, na które udzielenie odpowiedzi często może bardzo wiele kosztować. Nie jest to zatem krótka, łatwa książeczka. Fakt, że przeczytałem ją w tak krótkim czasie wynika raczej z jego braku, a i tak wywarła ona na mnie ogromne wrażenie i podsunęła wiele tematów do przemyślenia w Wielkim Poście. Cieszę się, że Autor nie stroni od Ojców Kościoła, odnosząc się w treści do ich dorobku, który nam pozostawili, co sprawia, że czytelnik nabiera pewności zakorzenienia w Tradycji.

Ktoś może postawić zarzut, że to wciąż jednak jest zbytnie psychologizowanie. Takie mamy komentarze do Pisma Świętego, takich nam komentatorów budzi Duch Święty w Kościele jakich my, ludzie XXI wieku potrzebujemy, my ludzie techniki, elektroniki, coraz większej świadomości i samoświadomości w kwestiach psychicznych i psychologicznych, jednak coraz mniejszej w kwestiach duchowych. Owszem, psychologia to nie duchowość, ale może to jest ten czas, kiedy właśnie od strony psychologii od tej naszej wrażliwości (bywa często, że nadwrażliwości), trzeba próbować wejść w głąb, co o. Adam próbuje w tym komentarzu robić, i nie mam wobec tego żadnych wątpliwości.

Jeśli chodzi o wady, to są one raczej bardzo mocno subiektywne. Przede wszystkim za krótko (choć może właśnie tyle ma wystarczyć). Kolejna sprawa to brak przypisów, szczególnie jeśli chodzi o Ojców Kościoła. Wiem, że nie jest to praca naukowa, jednak dobrze jest wiedzieć, do kogo sięgnąć po więcej, u kogo szukać źródła, z którego z powodzeniem czerpał Autor. Rozumiem jednak, że przyjęta forma (w zasadzie pozbawiona odnośników) jest przystępniejsza dla współczesnego czytelnika. Niektóre porównania, czy wyjaśnienia są bardzo luźne, czego –na szczęście – Autor ma pełną świadomość. Ostatnią wadą jest zbyt mało miejsca na notatki, ale to też nie jest problem nie do przeskoczenia.

Reasumując. Szczerze polecam wszystkim zabieganym, których znowu ominą rekolekcje wielkopostne. Książka ta, świetnie nadaje się do własnych ćwiczeń duchowych.

*Grafika pochodzi ze strony Fundacji MALAK