Spokojnie, w tej łodzi jest Piotr

Nie milkną komentarze po zakończonym w ostatnią niedzielę Synodzie biskupów. Komentarze różne, jedne solidnie podsumowują pracę ojców synodalnych inne nie zostawiają na nim suchej nitki, a jeszcze inne w zasadzie do ogólnej dyskusji nic nie wnoszą, prócz narzekania i pomstowania, a to na biskupów, a to na Papieża, a to w końcu na Kościół. To narzekanie ma różne podłoże. Faktem jednak jest, że wśród ogromnej rzeszy wiernych Synod ten i sposób w jaki przestawiały go media ale także sposób prowadzenia publicznej dyskusji niektórych wysoko postawionych hierarchów, budził ogromny niepokój (także we mnie) o przyszłość Kościoła, a u niektórych być może nawet zgorszenie (nie ważne, czy było to zgorszenie ewangeliczne czy też nie, Chrystus to rozsądzi oraz winnych tego zgorszenia). Wierzę, że było to wynikiem autentycznej troski o Kościół bez względu na to, czy niepokój wyrażali postępowcy, czy też tradycjonaliści lub ci żyjący gdzieś w połowie drogi między tymi skrajnymi opcjami. Sam powstrzymywałem się od komentowania prac Synodu czekając z ogromnym niepokojem na jego wynik i martwiłem się, czy ten Ojciec Święty, Papież Franciszek, dobrze robi, czy wie co robi i czy ma nad tym jeszcze jakąkolwiek kontrolę.

Dziś wiem, że kontrolę miał. Miał ją on i miał ją Duch Święty. Mało tego, miał świadomość, co wyraził w przemówieniu podsumowującym, że jego osoba, jego obecność była gwarantem wierności Objawieniu i ciągłości nauczania z Tradycją, której on jest pierwszym strażnikiem. Widać w tym jego ogromną wiarę w te prawdy teologiczne, które jakby w Europie zupełnie straciły na znaczeniu i nikt już ich nie traktuje poważnie. Teraz rozumiem dlaczego Benedykt XVI tak bardzo podkreślał prymat następcy Piotra. Europa ma problem z wiarą w to, a w konsekwencji z zaufaniem do Papieża jako namiestnika Chrystusa, jako tego, który jest gwarantem jedności i pasterzem. Pojawiły się nawet głosy niektórych z obu przeciwległych stron, że ten Argentyńczyk albo nie powinien w ogóle zasiąść na tronie Piotrowym, że błędem był jego wybór (tak jakby to ludzie wybierali bez asystencji Ducha Świętego) albo nie powinno się już więcej wybierać kogoś spoza Europy. Bo niszczy Kościół, bo prowadzi do jego rozbicia albo nie pozwala na jego postęp i rozwój na modłę świata.

Przypomnia mi się spotkanie, którego byłem uczestnikiem dzień po ogłoszeniu wyniku konklawe. Idąc uczelnianym korytarzem spotkałem kapłana, mojego profesora liturgiki. Był bardzo zamyślony i zmartwiony. Przytoczę tu dialog jaki ze sobą przeprowadziliśmy:

– Szczęść Boże proszę Księdza, co się stało?

– Szczęść Boże, a nie słyszałeś? Nie wiesz kogo wybrali?

– No wiem, Argentyńczyka Bergoglio. A to źle?

– Nie o to chodzi. Spójrz, co z tego wynika. Był papież Polak, człowiek zza muru berlińskiego, z narodu prześladowanego, człowiek który Ewangelię głosił przede wszystkim swoim gestem i nie przekonał tym Europy, która tak lubowała się w rozumie i myśleniu. Zatem po nim przyszedł Benedykt, człowiek o potężnym umyśle, gigant wiary i rozumu i tej "rozumnej" Europy nie przekonał. A teraz Duch sprowadził Argentyńczyka. Wiesz co to znaczy? To znaczy, że Europa nie jest w stanie sama wydźwignąć się z bagna, w które wpadła, że nie ma już w niej wystarczającej siły ducha, aby móc sprostać wymaganiom Ewangelii. To dlatego ten Papież, to dlatego z dalekiej Argentyny, bo potrzeba siły z zewnątrz.

Mimo, że minęło już od tej rozmowy sporo czau pamiętam ją, jakby była wczoraj. Nie wiem czy wszystko to jest prawdą, myślę jednak, że wiele w tym racji, o czym obecny Synod i atmosfera wokół niego wymownie świadczyły. Za mało ufamy Piotrowi, który stoi u sterów i kieruje Kościołem. Brakuje nam wary i ufności takiej jaką ma sam Papież, w to że towarzyszy mu Duch Święty i uzdalnia go do pełnienia misji następcy Piotra, a którą tak pięknie wyraża teologia. I nawet jeśli część biskupów, a z nimi część wiernych wypadnie z tej łodzi za burtę, to cały Kościół zbłądzić nie może. Kiedyś studenci teologii zadali profesorowi dogmatyki pytanie związane z kwestią nieomylności papieskiej. A co jeśli któryś z papieży zechce kiedyś ogłosić coś sprzeciwiającego się Objawieniu i Tradycji? Zapadła cisza. Starszy kapłan zamyślił się, zastanowił w skupieniu po czym odpowiedział z pełną powagą: to umrze on w noc poprzedzającą planowane ogłoszenie takich rewelacji.