Świadectwo świętości o. Dolindo Ruotolo

Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać o. Dolindo Ruotolo, o którym ostatnimi tygodniami zrobiło się dość głośno w katolickich mediach w Polsce. Stało się to między innymi za sprawą książki Joanny Bątkiewicz-Brożek „Jezu, Ty się tym zajmij! O. Dolindo Ruotolo życie i cuda”. Ten charyzmatyczny, na wskroś Boży kapłan nie tylko za swojego życia ale również po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki przyciąga całe rzesze poszukujących pomocy oraz Boga. Tymczasem ukazała się kolejna, moim zdaniem, ważna pozycja na rynku księgarskim mówiąca o życiu i działalności ks. Dolindo. To jej chciałbym poświęcić poniższy tekst, bo uważam, że zdecydowanie warto.

Niedawno otrzymałem z Wydawnictwa AA książkę autorstwa Pani Aleksandry Zapotoczny opowiadającą o życiu tego męża Bożego. Nosi ona tytuł: „Jezu, Ty się tym zajmij. Tajemnica księdza Dolindo” i jest niezwykłą opowieścią nakreśloną między innymi przez liczne fotografie, nieznane w Polsce modlitwy ks. Dolindo oraz przede wszystkim świadectwo Grazii Ruotolo, krewnej Sługi Bożego.

Sam ks. Dolindo Ruotolo urodził się 6 października 1882 roku jako piąte dziecko Rafaela i Silvii Valle. Od początku on i całe jego rodzeństwo miało pod górę przez skąpstwo ojca, który chcąc kupić mieszkanie, odmawiał godnego życia swojej rodzinie (przez lata nie kupowano nawet ubrań). To jednak nie wszystko:

„Już jako dziecko przeszedł się operacje przeprowadzone bez znieczulenia. Miał 11 miesięcy, kiedy w wyniku wewnętrznego zapalenia musiano przeprowadzić operację jego rąk, polegającą na przewierceniu kości. Następnie przebył operację policzka – w tym przypadku był to nowotwór. Ale największego cierpienia doznawał ze strony ojca. Kiedy ojciec miał wrócić z pracy, dzieci tak się go bały, że kryły się po całym domu. Ojciec wracał z pracy wzburzony i bił dzieci łodygą kopru, karząc o byle co. I chociaż wiedział, że Dolindo przeszedł ciężką operację ręki, bezlitośnie uderzał w nią swoim batem. Ojciec zamykał chłopaka w komórce, gdzie przechowywano węgiel. Dziecko całą noc trzęsło się z zimna i strachu, leżąc na żelaznej pryczy, pod którą kot pożerał złapane szczury. Były to dla małego chłopca noce pełne terroru i strachu. W rodzinie wołano na Dolindo ‘głupek’, gdyż w dzieciństwie nie potrafił się dobrze wysławiać, a nikt tak naprawdę z nim nie rozmawiał” – czytamy w relacji Grazii Rutolo.

Całe 88 lat, które dane mu było przeżyć naznaczone było cierpieniem duszy i ciała, często zadawane także przez instytucje kościelne, które na całe lata zabroniły mu odprawiać Msze święte i spowiadać. Pokora z którą wszystko znosił jest bezsprzecznie heroiczna. Trudne wydarzenia i sytuacje z jakimi przyszło mu się mierzyć nie przeszkodziły jednak w rozwoju duchowym tego świętego kapłana. Mistyk, charyzmatyk o ogromnej i głębokiej wiedzy duchowej. To do niego św. o. Pio odsyłał wielu swoich penitentów. Aż do dziś do jego grobu pielgrzymuje mnóstwo ludzi w poszukiwaniu wsparcia i pomocy. Nie odchodzą z niczym.

Ta książka to świadectwo życia świętego człowieka, którego proces beatyfikacyjny właśnie trwa. To świadectwo oparte na licznych fotografiach i dokumentach, to zapiski i modlitwy, wreszcie opowieść krewnej, która była świadkiem życia księdza Dolindo, a dziś gdzie tylko może propaguje jego dzieło.

I na tym powinienem chyba poprzestać. Chciałbym opisać Wam całą książkę, jednak wolę abyście sami ją przeczytali i przede wszystkim mieli na domowej półce, aby sięgać po nią, po opowieść o tym świętym człowieku, zawsze wtedy, gdy przyjdą dni zwątpienia i zabraknie słów, by się modlić. Ona pomoże. Już sam tytuł zawierający jedną z najpotężniejszych modlitw, podpowie jak zacząć.