Twoje moje życie…

Notatka z dnia 19.02
Trwają rekolekcje wielkopostne. Na zewnątrz jest dużo topniejącego śniegu. Wczoraj podczas spaceru po ogrodzie za jednym z budynków gospodarczych jest niewielkie wzniesienie. Zaraz przy ścianie tego budynku jest dróżka prowadząca na szczyt. Postanowiłem wejść. Nikt wcześniej nie przedzierał się przez ten szlak. Pierwszy krok i śniegu po kolana. Ale brnę dalej. Przeszedłem 3/4 drogi i zawróciłem. Choć tego dnia przyczyną mej rezygnacji była duża ilość śniegu, to jednak dziś, gdy zobaczyłem to miejsce stwierdziłem, że jest to mój obraz, obraz mego życia, obraz mej duszy. Bo oto obok swoich śladów dostrzegłem także ślady ptaka, który zaszedł dalej niż ja. Zaszedł na sam szczyt.
Boże Ojcze, nie dałem rady, a takiemu małemu i lichemu stworzeniu, które mi jako człowiekowi ma służyć, powiodło się. Gdyby tylko moja dusza była tak lekka jak ten ptak, z pewnością wszedłbym na górę. Tymczasem ociężała jest, nosi na sobie brzemię wad i grzechów. Jest to ciężar ogromny, którego nie chcesz bym dźwigał. Chcesz abym Ci zaufał i oddał to wszystko co mi ciąży. A ja w swej pysze i strachu ze swego niedowiarstwa Tobie, staram się sam, o własnych siłach. I co chwilę muszę zawracać… „Domine, adiuva incredulitatem meam” (por. Mk 9,24).

Jezu Miłosierny, oddaję Ci moje życie, powołanie, kapłaństwo. Oddaję Ci moje niedowiarstwo, beznadzieję i brak miłości. Oddaję Ci moje wady i grzechy, powierzam Tobie całą tajemnicę mej grzeszności. Ojcze przebij me serce tak jak przebite zostało Serce Twego Syna, aby było ono na wzór Jego Serca, aby moje kapłaństwo było na wzór Jego Kapłaństwa. Cały, do końca i na zawsze Twój. Amen.